Mam odwagę proponować...

Mam odwagę proponować...

O wierze, niespełnionych oczekiwaniach, kryzysie powołań i towarzyszeniu ludziom młodym z o. Piotrem Reckim, Delegatem o. Prowincjała ds. Powołań w Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów, rozmawiali klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Zakonu Pijarów.

Pod koniec ubiegłego roku ukazały się dane statystyczne dotyczące powołań w Polsce. Wynika z nich, że w tym roku akademickim do seminariów wstąpiło w sumie 498 kandydatów do kapłaństwa. Porównując dane z zeszłego roku widać, że jest to duży spadek. To o 122 kandydatów mniej niż w roku 2018. Czy możemy już mówić w Polsce o kryzysie powołań?

Czy możemy? Osobiście uważam, że nie możemy i nie powinniśmy, ale prawdą jest, że już od wielu lat w Polsce o nim mówimy. Trzeba mieć świadomość, że powołanie do kapłaństwa czy do życia zakonnego to przestrzeń nie tylko działania młodego człowieka, jego pragnień, postanowień i decyzji, ale także – i przede wszystkim – przestrzeń działania Pana Boga. A czy Pan Bóg może być w kryzysie?

Jak więc patrzeć na te liczby?

Na pewno w kluczu wielkiej wiary. Przecież nic się Panu Bogu z ręki nie wymsknęło. Zamiast mówić o kryzysie powołań, warto popatrzeć szerzej. Jeśli już tak bardzo chcemy używać słowa ,,kryzys”, to zacznijmy najpierw mówić głośno o kryzysie rodziny, o kryzysie ojcostwa, o kryzysie autorytetów, o kryzysie moralności. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że pierwszym seminarium jest dom rodzinny. Jeśli więc te wspomniane przestrzenie kryzysują, jeśli rodziny nie są silne Bogiem, to bez wątpienia będzie to przekładać się także na ilość osób zainteresowanych kapłaństwem.

Od jak dawna towarzyszy Ojciec młodym rozeznającym swoje powołanie?

Temat powołania i towarzyszenia zawsze był mi bliski. Może dlatego, że ja sam dość długo rozeznawałem po omacku. Choć przez długie lata byłem ministrantem i lektorem, żaden z księży w mojej parafii nigdy nie zapytał mnie o kapłaństwo. Przez wiele lat nikt nie interesował się grupą służących przy ołtarzu chłopaków. Przełom nastąpił, kiedy z mojej wioski zacząłem dojeżdżać do liceum do pobliskiego miasteczka. Często zaglądałem do tamtejszego kościoła, co dość szybko zauważył młody wikary. Najpierw była krótka rozmowa. Po kilku dniach zaproponował mi wyjazd z młodzieżą na Lednicę, a po kilku tygodniach pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ktoś w końcu mnie zauważył, ktoś się zainteresował, ktoś znalazł czas, by porozmawiać. Dla mnie wtedy było to niesamowicie ważne. Kiedy więc poprzedni prowincjał o. Józef Matras – zaraz po moich święceniach diakonatu w 2011 roku – zaproponował mi funkcję Prowincjalnego Moderatora Liturgicznej Służby Ołtarza, bardzo się ucieszyłem. I już wtedy postanowiłem sobie, że nigdy nie zrobię tego błędu, który przed laty robili moi duszpasterze, nie interesując się nami. Ja nigdy nie bałem się dotykać tematu kapłaństwa w rozmowach z młodymi. Kiedy mogłem zapraszałem ich na rekolekcje powołaniowe, prowadziłem dni skupienia, itp. Obecny o. Prowincjał przyjął moją rezygnację z funkcji moderatora. Duszpasterzem powołań jestem jednak nadal – już prawie dziewięć lat. I bardzo się z tego cieszę.

Na czym polega praca duszpasterza powołań?

Mam to szczęście, że już czwarty rok łączę zadania duszpasterza powołań z funkcją ojca duchownego w naszym Seminarium. Szczerze mogę powiedzieć, że lubię to, co robię i robię to, co lubię. Mogę nie tylko towarzyszyć chłopakom przed ich wstąpieniem do pijarów, ale także – jako spowiednik i ojciec duchowny – mogę być z nimi też w czasie formacji. Nie ma chyba niczego piękniejszego – poza sprawowaniem sakramentów i głoszeniem Ewangelii – od możliwości towarzyszenia młodym, którzy rozeznają swoją drogę. Ja nie robię niczego spektakularnego. Staram się robić rzeczy podstawowe: być blisko w ciągłej dyspozycji, słuchać tego, co mówią, dzielić się moim doświadczeniem wiary, korygować błędy i drogi na skróty. Ale nade wszystko staram się za nich modlić.

Jakie propozycje ma Ojciec dla młodych, którzy poszukują swojej drogi?

Propozycji dla młodych mamy bardzo wiele. Na przykład co kilka tygodni organizuję i prowadzę w naszym Seminarium rekolekcje powołaniowe. Przyjeżdżają na nie młodzi z całej Polski. W czasie takich rekolekcji mają okazję nie tylko zatrzymać się w swojej codzienności, pogłębić relację z Jezusem czy przyjrzeć się swojej modlitwie, ale także mogą lepiej poznać naszą Wspólnotę, porozmawiać z klerykami, zobaczyć zakonne życie od przysłowiowej kuchni. Nawet najczęstsza i najbardziej zażyła korespondencja nie zastąpi nikomu obecności we wspólnocie. Poza rekolekcjami dla grup mamy także rekolekcje dla osób indywidualnych. Młody chłopak, który rozeznaje swoje powołanie może – po wcześniejszym ustaleniu terminu – przyjechać na kilka dni i – tak jak kleryk – pomieszkać w naszym Seminarium. Dodam, że podobne rekolekcje dla dziewcząt organizują także siostry pijarki.

Proszę opowiedzieć o najnowszej inicjatywie Pijarskiego Duszpasterstwa Powołań, czyli o Telefonie Powołaniowym.

Pijarski Telefon Powołaniowy to całodobowa infolinia, na którą może zadzwonić każdy, kto jest na etapie rozeznawania swojego powołania. Życie pokazuje, że bardzo wielu młodych ludzi nie ma z kim porozmawiać o swoim powołaniu. Nie pójdzie z myślami o kapłaństwie do kolegów, bo go wyśmieją. Nie pójdzie do rodziców, bo nie zrozumieją. Nie pójdzie do proboszcza, bo nie ma odwagi. Właśnie z myślą o tych, którzy nie mają z kim podzielić się tym, co im w duszy gra, uruchomiliśmy ten telefon. Można – dzwoniąc na numer 512 487 512, podzielić się swoim doświadczeniem Pana Boga, można o coś zapytać, można prosić o modlitwę i błogosławieństwo. Nie jest to typowy telefon zaufania. My dotykamy w rozmowach tylko kwestii związanych z życiowym powołaniem.

Co jest najtrudniejsze w pracy duszpasterza powołań?

Dla mnie najtrudniejsza jest bezradność. Często spotykam się z sytuacjami, kiedy okazuje się, że poza modlitwą tak naprawdę niewiele mogę. Na przykład wtedy, kiedy towarzysząc chłopakowi przez jakiś czas wiem, że ma on w sercu pragnienie bycia kapłanem czy zakonnikiem. Rozmawiamy o tym, przyjeżdża na rekolekcje, zastanawia się nad życiem we wspólnocie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że rodzice mają co do syna zupełnie inne oczekiwania. Przez lata mojej posługi kilkakrotnie spotkałem się z sytuacją, że rodzice postawili synowi ultimatum: albo my, albo zakon. W żadnej z tych sytuacji nikt z zainteresowanych nie odważył się przeciwstawić rodzicom. Towarzyszenie komuś, kto od najbliższych sobie osób dostaje takie ultimatum, jest dla mnie trudnym doświadczeniem. Najtrudniejsza jest bezradność, bo po ludzku nic w takich sytuacjach zrobić nie można.

Co radzi Ojciec osobom, które nie są pewne swojego powołania? Takim, którzy rozeznają i czują, że kapłaństwo to jest ,,to”, ale mają wątpliwości i boją się wybrać.

Cudownie, kiedy ktoś - myśląc o powołaniu - ma wątpliwości. To znaczy, że traktuje Pana Boga i siebie bardzo serio. To znaczy, że jest świetnym kandydatem do tego, by rozpocząć swoją formację. Zawsze bardzo boję się tych, którzy mówią, że są pewni swojego powołania. My nie przyjmujemy pewniaków!!! Jeśli ktoś jest pewny na 100% , to gdzie w tej jego relacji do Jezusa jest miejsce na zaufanie, zawierzenie Bogu? Przy 100 % pewności nie ma już ani miejsca, ani potrzeby zawierzania Bogu czegokolwiek. Jak jestem pewien, to buduję tylko na sobie i na swojej pewności. Zresztą, życie pokazuje, że ci pewniacy są zazwyczaj najmniej konkretni i wielu z nich bardzo szybko rezygnuje z nowicjackiej czy seminaryjnej formacji. Kiedy więc widzę, że chłopak się waha, ale wiem, że jest blisko Pana Boga, że myśli o kapłaństwie, że korzysta z sakramentów, że bierze udział w rekolekcjach powołaniowych, mówię mu jedno słowo: spróbuj.

I z jaką reakcją się Ojciec spotyka?

Reakcje są różne, bo ludzie są różni. Ja jednak mam odwagę proponować. Pamiętam pewien list, który do wszystkich pijarów na świecie kilka lat temu rozesłał nasz Generał o. Pedro Aguado. Napisał w nim słowa, które uczyniłem mottem mojej powołaniowej działalności: ,,Jako pijarzy mamy odważnie proponować młodym nasz sposób życia”. Tak pisał nasz Generał w liście do pijarów. Dlaczego więc ja, pijar, miałbym tej pięknej, pijarskiej formy życia młodym nie proponować? Zresztą, podobne słowa wypowiedział kiedyś także papież Franciszek. W adhortacji pt. Christus vivit, która jest pokłosiem odbywającego się w 2018 r. Synodu poświęconego młodzieży i powołaniom, papież napisał: ,,Możemy i musimy odważyć się, by powiedzieć każdemu młodemu człowiekowi, by zastanowił się nad możliwością pójścia drogą powołania kapłańskiego lub zakonnego”.

Podzielił się z nami Ojciec tym, jak wygląda praca duszpasterza powołań. Czy chciałby Ojciec powiedzieć coś jeszcze tym, którzy będą czytali ten wywiad?

Tak, chciałbym wszystkich prosić o modlitwę. Proszę, byście w swojej codziennej modlitwie wołali do Pana o nowe, gorliwe powołania. Także o powołania do pijarów. Módlcie się też, proszę, za naszych nowicjuszy, za kleryków i diakonów. Módlcie się za cały nasz pijarski Zakon. Niech tej modlitwy nie brakuje. I jeszcze jedno: myślcie i mówcie o nas, kapłanach, dobrze. Nic tak w oczach młodych nie podkopuje autorytetu księdza i wartości kapłaństwa, jak niesprawiedliwe sądy i niesłuszna krytyka. Złym mówieniem można zranić. Złym mówieniem można nawet zabić. Również rodzące się w sercu młodego człowieka powołanie.

Bardzo dziękujemy Ojcu za tę rozmowę i życzymy wielu łask potrzebnych w codziennej posłudze.

Ja również bardzo dziękuję.


MK